fot. Rafał Malko/ Rock Revolution

Redakcja:  Istniejecie chyba od zawsze. Co można jeszcze o Was napisać?

BIG CYC: Że będziemy żyć wiecznie. Zresztą nagraliśmy taką płytę „BIG CYC wiecznie żywy”. Oczywiście nie chodzi nam o nieśmiertelność fizyczną, tylko o to, że wraz z nami przeżyją pewne idee. Dziś mało kto ma odwagę powiedzieć co myśli, a to jest najbardziej wartościowa broń w rękach artysty. Rock to muzyka buntu, a my zamierzamy buntować się do końca życia.

Redakcja:   „Rokosz”. Coś Wam mówi ta nazwa?

BIG CYC: Rokosz to nasza pierwsza poważna kapela. Graliśmy muzykę reggae, zostaliśmy w 1985 roku laureatami festiwalu w Jarocinie. Zagraliśmy całe mnóstwo dużych regałowych imprez. To w pewnym sensie zespół, który nas ukształtował , zarówno muzycznie, jak i mentalnie. Kilka lat temu wydaliśmy płytę z najlepszymi kawałkami Rokosza, która po latach bardzo się podobała słuchaczom.

Redakcja:   Nagraliście niezliczoną ilość przebojowych piosenek, wypiliście morze napojów gazowanych. Długo jeszcze tak możecie funkcjonować?

BIG CYC: Tego nie wie nikt. Lekarze twierdzą, że powinniśmy nie żyć od wielu lat. Czasami jednak udaje się oszukać naturę i naukę.

Redakcja:   Kto wpadł na pomysł nazwy „Big Cyc”? To nawiązanie do…

BIG CYC: Wpadliśmy na to wspólnie. Nazwa nawiązuje do wielkiego torsu Leonida Breżniewa I sekretarza Związku Radzieckiego.  Był on tak rozrośnięty w klacie, że mógł na niej unieść 20 kilogramów medali.

Redakcja:   Jak bardzo zmieniały się Wasze teksty i muzyka na przełomie tych wszystkich lat Waszej działalności?

BIG CYC: I teksty i muzyka nie zmieniły się tak bardzo. Wciąż jesteśmy wierni chropowatemu rock ‚n’ rollowi i prostym, komunikatywnym tekstom. Nadal staramy się w uszczypliwy komentować naszą rzeczywistość. Całość brzmi jednak dużo nowocześniej. Dziś mamy do dyspozycji nowoczesne studia i świetnych realizatorów.

Redakcja:   Z tego co robicie uczyniliście sposób na życie. Od samego początku mieliście takie założenie, czy miała to być raczej przelotna, muzyczna przygoda?

BIG CYC: To oczywiście był pomysł na jeden sezon. Na całe szczęście udało nam się go przedłużyć o 26 lat i wcale tego nie żałujemy.

Redakcja:   Jako zespół prowadzicie dość aktywne życie. Macie czas na życie rodzinne?

BIG CYC: Oczywiście. Prowadzimy bardzo aktywne życie rodzinne. Inaczej nudziłoby się nam niemiłosiernie. Rodziny od lat wspierają naszą pasję. I jednej i drugiej stronie jest z tym dobrze.

Redakcja:   Co Was motywuje do działania?

BIG CYC: Tępi politycy, przygłupy występujące w telewizji, zidiociali celebryci, młotkowaci wyborcy, durnie, którzy nie czytają książek oraz inne nadmidupy, gównoluby, pierdziwory i cichobździele, które ciągle nas wkurwiają i  bez których nasze życie nie miałoby sensu.

Redakcja:   Co jest dla Was ważne w życiu?

BIG CYC: Rodzina, muzyka, podróże, piłka nożna, whisky z lodem i zupa pomidorowa. 

Redakcja:   Gdybyście nie byli muzykami to co byście robili w życiu?

BIG CYC: Ja chciałbym być kolarzem, albo Aborygenem. Chodziłbym po plaży z trąbą didgeroo pod pachą i miałbym wszystko w pompie

Redakcja:   Do zobaczenia i usłyszenia na koncertach i wszystkiego najlepszego.

BIG CYC: Do usłyszenia…