Redakcja: Dużo koncertujecie?

MASTEMEY: Powiem Ci, że póki co jesteśmy zadowoleni z ilości swojego grania. Oczywiście jak każdy band mamy swoje lepsze i gorsze okresy machania głową na scenie. To w dużej mierze zależy od tego, czy obecnie pracujemy np. nad materiałem czy wideo, czy jest sezon koncertowy czy żniwa oraz inne niezależne od nas czynniki. Przez te kilka lat natłukliśmy już sporo gigów i aż boję się pomyśleć, że jeszcze tak wiele przed nami. Koncerty strasznie napędzają na kolejne granie gdy dostajesz feedback od słuchaczy, to bardzo cieszy, motywuje no i daje Ci sens.

Redakcja: Kto wpadł na pomysł założenia zespołu?

MASTEMEY: Przyjęło się, że Habs i Broda czyli perkusista i gitarzysta. Chłopaki znają się od lat, pochodzą z Rzeszowa i tam powstawały ich pierwsze pomysły. Później przenieśli się do Krakowa i gdy wcześniej grali po garażach na wypierdzianym sprzęcie, to tym razem chcieli zrobić coś więcej czyli skompletowanie całego składu i stworzenie prawdziwego zespołu, no i chyba się udało. Lata docierana się, szukania swojego stylu, muzyczne kształcenie siebie, wiadra wychlanego piwska i satysfakcja że nie raz nam było pod górę, ale ku*wa jakoś do przodu.

Redakcja: Istniejecie od 2009 r. Cały czas w tym samym składzie?

MASTEMEY: Od samego początku jesteśmy we 3 tj. Broda, Marian i Habs. Marian dołączył do składu gdy tak naprawdę Mastemey jeszcze nie istniało, bo dopiero wspólnie po jakimś czasie wymyśliliśmy nazwę, ale jak wspomniałem wcześniej, pomysł na zespół zrodził się w głowach chłopaków. Co do składu, to powiem Ci że mieliśmy dość dużo zmian, ale tylko na gitarze basowej. Od kilku lat, nie powiem Ci od ilu, jest z nami Kruk, ale od samego początku nie mogliśmy trafić na odpowiednią osobę, wiec paru grajków się przewinęło.

Redakcja: Mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje. To chyba raczej mało prawdopodobne w Waszym przypadku?

MASTEMEY: Bo widzisz, muzyka metalowa mało kiedy jest łatwo przyswajalna szerszemu gronu odbiorców. Tej muzyce zawsze towarzyszą dość intensywne, ostre emocje które udzielają się nam i słuchaczom. Myślę że jeśli chciałbyś łagodzić obyczaje muzyką proponuję jazz albo grę na flecie. Tutaj nie chodzi… może tylko w naszym przypadku… o bezmózgie napier* w bębny czy konkurs na konwulsje miesiąca na scenie ale głębszy przekaz w naszej muzyce czy tekstach które nie raz dają do myślenia.

Redakcja: Na swojej supportowej liście macie takie sławy jak m.in. Acid Drinkers, TSA, Turbo, Coma i wiele innych. Kogo chcielibyście jeszcze w niej umieścić?

MASTEMEY: Uuuaaa myślę że nie jeden band, ale pierwszorzędny wybór pada na Gojire, to chyba takie nasze metalowe guru, które na pewno nas ukształtowało. Nie będę podawał abstrakcyjnych przykładów Metallik, Sralik i Slayerów, ale myślę że każdy z nas chciałby kiedyś wejść przed Gojirę na scenę.

Redakcja: Czy ktoś poza Gojira jest jeszcze waszym wyznacznikiem w muzyce ?

MASTEMEY: Widzisz, jak każdy początkujący grajek: metalowy, rockowy i w sumie każdy byle jaki inny wychował się zapewne na Metallice, to jest przykład nie do podważenia. Z nami było identycznie, każdy chciał być jak Hetfield, mieć taką gitarę, długie pióra i jaja na scenie. Do dziś pewnie nie wiele się zmieniło hehe 🙂 Więc śmiało i otwarcie mogę powiedzieć, że Metallika dała podwaliny pod nasz zespół. Na czymś/kimś trzeba się wzorować, bo bez wzorców wyrosłoby z Ciebie ch* wie co, ważne by nie chłonąć za wiele i w porę zacząć kreować siebie a nie powielać czyjeś pomysły.

Redakcja: Z racji wykonywanej profesji dużo podróżujecie. Gdzie spośród odwiedzonych miejsc, po zakończeniu muzycznej kariery, chcielibyście osiąść na stałe?

MASTEMEY: To jak kiedyś zagramy w Mongolii, to wróć do mnie z tym pytaniem i wtedy Ci odpowiem 🙂 W tym momencie to pewnie nad jakimś laso-góro-morzem no albo w Sosnowcu czy Radomiu. A tak serio to chyba nikt z nas nie odbiega myślami tak daleko, bo to jeszcze bardzo odległa przyszłość.

Redakcja: Dlaczego zespoły grające thrash metal nie mają aż takiej siły przebicia na rodzimym rynku?

MASTEMEY: Bo na tej muzyce kariery buduje się mozolnie przez długie lata. To nie jest disco bęben do którego wpadasz po 2 latach od momentu gdy zaczniesz łapać C-dur na Banjo. Bęben Cię pomiele przez pół roku i wypluje z hukiem a szanse na powrót są nikłe, no taki jest nasz rynek. Przyjęło się powiedzenie wśród metalowców że „metalem chleba nie posmarujesz” a w Polsce chyba wyjątkowo. Swoje odczekamy i ruszymy na większe wody jak dobrze w dupę wiatr zawieje.

Redakcja: I jeszcze ostatnie pytanie….Gdzie najbliższe koncerty?

MASTEMEY: Do wakacji mamy jeszcze trochę grania po krakowskiej scenie, kilka niegroźnych wyjazdówek i przez wakacje nowy album z pełnej Baśki. Powinno pójść sprawnie i bez poprawek, ale to się okaże. Na jesień będzie bardzo fajna trasa 15/20 koncertów po Polszy i trochę dalszych nieznanych Europejskich terenów, wiec trzymajcie kciuki i zaglądajcie do Mastemey !

Redakcja: Powodzenia i do usłyszenia.

MASTEMEY: Dzięki i wzajemnie !